środa, 16 sierpnia 2017

Shane Parish "Undertaker Please Drive Slow" Tzadik 2016, TZ4016

Shane Parish "Undertaker Please Drive Slow" Tzadik 2016, TZ4016
Fuzja americany z Appalachów i muzyki improwizowanej, rodem z dorobku nieocenionego Dereka Bailey'a.

Zalesione Appalachy nie są górami wysokimi, gdy przyrównać je do Himalajów czy Kordylierów, skrywają jednak wiele tajemnic. To tutaj narodziła się chrześcijańska sekta 'ludzi od węży', której historia zaczyna się od George’a Wenta Hensleya, który po raz pierwszy wziął węża do rąk w 1910 roku, i trwa do dnia dzisiejszego. Jedną z tajemnic jest też fenomenalna americana, która tutaj się narodziła. Wielu muzykologów twierdzi, że 'epokę bardów' definitywnie została zamknięta. Od czasów najdawniejszych bardowie (minstrele, trubadurzy, skaldowie) narodzili się w Langwedocji w XII wieku. Ich pieśni raczej nie miały charakteru sztuki zaangażowanej – artyści wysławiali w nich przymioty dam swego serca. To dopiero w XX wieku ich rola się zmieniła. Americana lub też bluegrass dowodzą, że 'epoka bardów' nie została zakończona.

Amerykański gitarzysta Shane Parish, znany z formacji Ahleuchatistasem to przykład niespokojnego ducha, który błąka się po stylistycznych bezdrożach. Muzyka była dla niego ratunkiem przed beznadzieją życia i osobistą tragedią. To właśnie w muzyce znajduje stabilność, nieprzemijalność i prawdę, wyniesioną poza codzienny znój i walkę o przetrwanie. Zdumiewają jego muzyczne peregrynacje, w Ahleuchatistasem spotykała się furia Fugazi z nieobliczalnością Captaina Beefhearta. Wsiąka w anarcho-muzyko-buddyjskie idee Johna Cage, przychodzi w końcu czas na fascynacje dorobkiem i myślą Johna Coltrane'a. W ostatnich latach zwrócił się w stronę tradycyjnego bluesa i amerykańskiej muzyki ludowej, gdzie pierwiastek metafizyczny występuje powszechnie i przekazywany jest z pokolenia na pokolenie, przenikając każdą formę muzykowania. Mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z artystą powierzchownym, 'zahaczającym' i o jazz, i o alternatywę, i o folklor, jak to dzisiaj w modzie. Nic bardziej błędnego, Shane Parish jest intrygującym i odważnym muzykiem,

Tak jak Derek Bailey należy do wąskiego grona muzyków, którzy wyzwolili improwizację z wpływów jazzu, czyniąc z niej niezależną dyscyplinę, tak Shane Parish zlepia w jedność wrażliwą improwizację, wiejskiego bluesa i mroczną americanę wchodząc na tereny sztuki nienaruszonej, niesprofanowanej. A wszystko to ufundowane zostało na introwertycznej, osobnej wrażliwości, każdego z muzyków. Brzmienia gęstnieją, tracą wyraziste kontury, stają się senne, ciążące. Liczba detali, pomysłów melodycznych i faktur na płycie 'Undertaker Please Drive Slow' wskazuje na to, że mało znany gitarzysta Shane Parish wykształcił osobny język wypowiedzi, jego eksperymenty mają solidne fundamenty. Tak jak Parish deformuje tradycję amerykańskiej ludowizmy, jak zmienia harmoniczną wagę i melodyczny rys poszczególnych kompozycji, zmusza słuchacza do zmiany perspektywy spoglądania na americanę. Mamy do czynienia z muzyką fascynującą i nową, muzyką, która wymyka się raz na zawsze podziałom sztuki na „wyższą” i „niższą”, dworską i plebejską, awangardową i masową.

'Undertaker Please Drive Slow' to prawdziwy klejnot, debiut Shane'a Parisha to mroczna fuzja muzyki Appalachów z introwertyczną muzyką improwizowaną, przesycona mroczną duchowością.
autor: Piotr Szukała

Shane Parish: guitar
1. Ain't No Grave
2. Dark Was the Night, Cold Was the Ground
3. Danville Gal
4. Trouble Will Soon Be Over
5. Judgment
6. The Last Kind Words
7. I Hope I Live a Few More Days
8. John Hardy
9. Hangman
10. Katie Cruel
11. Can't Nobody Hide From God
12. Oh Death

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 15 sierpnia 2017

Humcrush "Enter" Shhpuma Records 2017, SHH030CD

Humcrush "Enter" Shhpuma 2017, SHH030CD
W muzyce improwizowanej w sumie wszystko zależy od tego, co przyjmiemy za język komunikacji, na jakiej stylistyce się oprzemy. Możemy korzystać z world music, możemy oprzeć się na języku muzyki klasycznej. Ale możemy też jak duet Stale Storlokken i Thomas Stronen znany jako Humcrush oprzeć się na rocku i funku wplatając w to jeszcze jazzrock i psychodelię. I wtedy mamy muzykę nieprzewidywalną, porażającą energią o nieco kosmicznej stylistyce. To jednocześnie eksperyment i niemal samograj, beat nieco ambientowy, o mocno klubowej, a czasami nawet (w naszych postmodernistycznych czasach - dlaczego nie?) tanecznej stylistyce. Oczywiście owo "tanecznej" należy postrzegać w kontekście tradycji muzyki improwizowanej zupełnie odmiennej od muzyki czysto rozrywkowej. Bo jeżeli ktoś szuka muzyki przy której może się pobawić na dyskotece to Humcrush raczej się do tego średnio nadaje.

To muzyka mocno przekształcona, zbudowana z technologicznych, przetworzonych dźwięków fendera, bębnów, syntezatorów i rozmaitej elektroniki, nagrana bez użycia gitar, ale z brzmień te gitary imitujących. I z równą gitarowym rykom energią i furią. Myślę, że może ucieszyć wszystkich miłośników Supersilent, Food, Elephant9, Time is a blind guide, Meadow czy Motorpsycho, ale też znacznie szersze grono otwartych na nowości słuchaczy.
autor: Józef Paprocki

Stale Storlokken: fender rhodes, synth and electronicsThomas Stronen: drums and electronics


1. The Beginning 1:12
2. Enter Humcrush 5:39
3. Puncture 2:29
4. Humming 3:03
5. Salvare 4:43
6. Flee 4:01
7. Trench 4:51
8. Splinter 4:34
9. Sinking 5:12
10. Exit Humcrush 4:16

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Craig Taborn / Ikue Mori "Highsmith" Tzadik 2017, TZ4017

Craig Taborn / Ikue Mori "Highsmith" Tzadik 2017, TZ4017
Jeden z najbardziej niespodziewanych duetów, jakie ostatnio wpadły mi w ręce. Okrzyknięty przez magazyn Downbeat, jako jeden z “wizjonerów nowego jazzu”, kompozytor, pianista, multiinstrumentalista Craig Taborn i władająca elektroniką Ikue Mori, przed laty filar nowojorskiego No Wave.

Z pochodzenia Japonka (urodziła się i dorastała w Tokyo), z wyboru Amerykanka (przeprowadziła się do Nowego Jorku w 1977 roku) pozostaje nieustająco ważną postacią awangardy światowej. Gdy pod koniec lat 70. Niemal cała nowojorska scena artystyczna z Dolnego Manhattanu chwyciła za różne instrumenty i zaczęła wydobywać z nich najgorsze hałaśliwe dźwięki to właśnie Ikue Mori wraz z Arto Lindsay'em i Timem Wrightem stworzyli zespół, który jak żaden inny z tego okresu przeszedł do historii - oczywiście chodzi o legendarny skład gatunku NO WAVE, czyli DNA.

Artystyczna intuicja i szaleńcza energia, to był fundament NO WAVE, z którego później wyrosły takie zespoły jak Swans, Teenage Jesus and The Jerks, czy John Lurie z The Lounge Lizards. W latach 80-tych eksperymentuje z drum machine, koncertuje i nagrywa z luminarzami sceny improwizowanej i awangardowej jak Fred Frith, Ensemble Modern, Zeena Parkins. Laureatka wielu nagród jak 'the Distinctive Award for Prix Ars Electronics Digital Music category w 1999', 'Award of Civitella Ranieri Foundation Fellowship w 2000', 'Award Alphert/Ucross Residency w 2005', 'Grant Foundation for Contemporary Arts w 2006'.

Do niedawna Craig Taborn był tylko i aż cenionym sidemanem, grał z wieloma gigantami kreatywnego jazzu jak Roscoe Mitchell, Wadada Leo Smith, Tim Berne, Steve Coleman, Lester Bowie, Evan Parker, Bill Laswell, David Torn, Mat Maneri, James Carter, Marty Ehrlich, Chris Potter, Leroy Jenkins, Joe Maneri, Susie Ibarra, Carl Craig, Bill Frisell, Drew Gress, David Binney, Dave Douglas, Lotte Anker, Gerald Cleaver, Adam Rogers, Hugh Ragin, Rudresh Manhattappa, Graham Haynes, Rob Brown. Jest wieloletnim członkiem projektu „Chris Potter - Underground” oraz legendarnej formacji Roscoe Mitchella - Note Factory. Równolegle Craig Taborn prowadzi autorskie projekty, m.in w trio z Thomasem Morganem i Geraldem Cleaverem czy Trio Junk Magic.

Ich duetowe spotkanie przynosi to przede wszystkim znakomite interakcje, będące konsekwencją telepatycznego wręcz porozumienia. Ndzwyczaju wiele tego typu projektów 'elektroniczno-jazzowych' razi brakiem zsynchronizowania wrażliwości muzyków akustycznych i elektronicznych. Wina zazwyczaj leży po obu stronach. Na płycie 'Highsmith' mamy jednak do czynienia ze zjawiskiem zgoła odmiennym, komputerowe szumy Mori są niejako rusztowaniem, na którym Craig Taborn buduje swoje złożone, fortepianowe konstrukcje.

Tzadikowa dbałość o najwyższą jakość dźwięku sprawia, że słucha się tego nagrania jak jednego utworu, nie sposób przerwać tego misterium dźwięku, improwizowana muzyka przeszywająco wibruje, fascynuje detalami, przeszywa na wskroś. Tylko wielcy mistrzowie mają zdolność przekraczania muzycznych konieczności, jak ma to miejsce na płycie 'Highsmith', wydanej właśnie w znakomitej serii wydawniczej - SPECTRUM, oficyny Tzadik Records.
autor: Witek Leśniak

Craig Taborn: piano
Ikue Mori: electronics
1. The Still Point of the Turning World
2. Music to Die By
3. Two Disagreeable Pigeons
4. Nothing That Meets the Eye
5. Variations on a Game
6. Quiet Night
7. A Bird in Hand
8. Dangerous Hobby
9. Things Had Gone Badly

płyta do nabycia na multikulti.com


niedziela, 13 sierpnia 2017

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD

The Selva "The Selva" Clean Feed 2017, CF427CD
Debiutancki album portugalskiego tria to przede wszystkim niezwykła ilość odniesień, ale także absolutnie niezwykła w wielowątkowej muzyce improwizowanej jednorodność. Pobrzmiewają tu bowiem odwołania do muzyki dalekowschodniej, afrykańskiej, czasami pobrzmiewa zdekonstruowany blues, czasami nawet dawna muzyka renesansowej Europy. Ale wszystko to jest jakby przesłonięte dwiema zasłonami niczym fotografia zrobiona z użyciem filtra. Pierwszy filtr to poszarpana faktura improwizowanej muzyki, tak właściwa dla budowania performatywnych przestrzeni dźwiękowych. Drugi filtr jest bardziej niezwykły - to pewna formuła budowania muzyki w przestrzeni melancholii, tęsknoty; nie drapieżności, pastelu raczej niż wyrazistych, mocnych barw. I co ciekawe jest to melancholia zupełnie odmienna od tej znanej choćby z północnych, skandynawskich nagrań.

Wiolonczelista Ricardo Jacinto, perkusista Nuno Morao oraz - jedyny znany mi wcześniej muzyk - ceniony kontrabasista Gonçalo Almeida tworzą świat zupełnie niezwykły i wcześniej mi nieznany, korzystając z tradycji world music, jazzu, europejskiej muzyki klasycznej i trzeciego nurtu. Czynią to wszystko korzystając tylko i wyłącznie z akustycznych instrumentów, i w dodatku posługując się nimi w bardzo tradycyjny sposób, bez przesterów czy preparacji. Efektem jest niezwykłe i inspirujące nagranie, z którym po prostu trzeba się zapoznać.
autor: Józef Paprocki

Ricardo Jacinto: cello
Gonçalo Almeida: double bass
Nuno Morao: drums
1. I (1:37)
2. II (2:42)
3. III (15:11)
4. IV (1:59)
5. V (2:01)
6. VI (4:57)
7. VII (11:17)
8. VIII (3:18)
9. IX (4:32)

płyta do nabycia na multikulti.com

sobota, 12 sierpnia 2017

Cyro Baptista "BlueFly" Tzadik 2016, TZ4014

Cyro Baptista "BlueFly" Tzadik 2016, TZ4014
Cyro Baptista, ekscentryczny brazylijski perkusjonista, obdarzony charyzmatyczną naturę wielkomiejskiego szamana, już od swojego przybycia do USA w 1980 roku pozostaje w centrum zainteresowania muzyków, dziennikarzy i słuchaczy, poszukujących nieoczywistych brzmień.

Urodził się w 1950 roku w Sao Paulo. Sam jednak nazywa siebie obywatelem świata, który odwołując się do brazylijskiej tradycji, konsekwentnie przypomina o swoich korzeniach. Na scenie ma przed sobą wiele perkusyjnych instrumentów, zalicza się do ścisłego grona największych mistrzów w grze na różnorodnych instrumentach etnicznych. Jego południowy temperament, frywolne podejście do świata muzyki, wzbogacone o doświadczenia nowojorskiej sceny down-town, jak też o doświadczenia sceniczne (grał m.in. w znakomitym filmie Jonathana Demme 'Rachel Getting Married') – plasuje tego perkusistę w czołówce perkusistów przełomowych dla rozwoju muzyki.
Jego artyzm słychać zarówno, w jego kolaboracjach z artystami popularnymi (choćby podczas trasy koncertowej z Paulem Simonem – The Rythm Of The Saints, czy na płycie z Herbie Hancockiem – Gershiwn’s World) albo Johnem Zornem, w niezliczonej ilości wspólnych przedsięwzięciach z Bar Kokhba Ensemble, The Dreamers i Electric Masada na czele. Występował i nagrywał z wieloma artystami współczesnej muzyki, jak Laurie Anderson, Derek Bailey, Cassandra Wilson, Gato Barbieri, Daniel Barenboim, Kathleen Battle, David Byrne, Dr John, Brian Eno, Herbie Hancock, Wynton Marsalis, Bobby McFerrin , Medeski, Martin & Wood, Robert Palmer, Carlos Santana, Tim Sparks, Spyro Gyra, Sting, James Taylor, Michael Tilson Thomas, Yo-Yo Ma czy John Zorn. Grał również z wieloma wybitnymi artystami muzyki brazylijskiej: Badi Assad, Ivan Lins, Marisa Monte, Milton Nascimento, Nana Vasconcelos i Caetano Veloso. Zawsze, gdy pojawia się na scenie lub w studio nagraniowym wnosi do muzyki unikalną mieszankę pozytywnych wibracji i głębokich stanów odprężenia, pozostawiając publiczność z przesłaniem pokoju i miłości.

Jednak w centrum jego artystycznego wszechświata znajdują się jego autorskie płyty. Z niecierpliwością czekałem na jego nową płytę, wydaną w oficynie Tzadik. Krążek ukazał się w stosunkowo nowej serii wydawniczej - Spectrum. 'BlueFly', bo taki tytuł nosi płyta, to muzyka pełna niezwykłej wrażliwości, o najróżniejszych inspiracjach, którą łączy niewyczerpana kolorystyka, uczucie i piękno. Baptista potrafi z oklepanych inspiracji brazylijską sambą, bossą wykrzesać coś oryginalnego, świeżego. Nie da się jednoznacznie opisać 'BlueFly', bo ona mieni się jak kolory w kalejdoskopie. Wszystko się tu przeplata w nieregularnym rytmie i zmieniającym się tempie - najlepsze tradycje tropicalii, motywy karaibskie i meksykańskie, przepuszczone tutaj przez zadziorny nowojorski koloryt downtown, zarówno tradycyjne instrumentarium, jak i nowoczesne instrumenty. Słuchanie tych multikulturowych szarad wciąga jak ciężki nałóg. Choć trzon zespołu czterech muzyków, Cyro Baptista, Vincent Segal na wiolonczeli, Ira Coleman na kotrabasie i Tim Keiper na Kamel ngoni i perkusji, to na płycie słyszymy wiele instrumentów strunowych, głównie gitary, choć nie tylko. Szlachetnie prezentują się mandoliny w 'Kong' i 'Hammer', czy indyjska Shahi Baaja w 'Bala'. A to tylko część brzmieniowych smaczków, jakie czekają na słuchaczy.

'BlueFly' to barwne, fantazyjne, dowcipne latino najwyższych lotów!
autor: Mateusz Krępski

Cyro Baptista: Percussion, Vocals
Tim Keiper: Kamel Ngoni, Drum Set
Ira Coleman: Bass
Vincent Segal: Cello

featuring
:
Romero Lubambo: Guitar
Brian Marsella: Shahi Baaja, Andes #25F, Fender Rhodes 
Ikue Mori: Laptop
Amir Ziv: Drums
Mark Ari: Samples 
Justin Bias: Samples 
Kevin Breit: Mandolin Orchestra 
Cabello: Percussion
Felipe Calderon: Samples 
Andy Caploe: Samples
Alessandro Ciari: Samples 
Cadu Costa: Guitar, Clarinet
Chikako Iwahori: Surdo
Franca Landau: Samples 
Zé Mauríco: Surdo
Marcelo Paganini: Samples 
Max Pollak: Surdo
Steve Sandberg: Samples

1. Menina
2. Trovao
3. Kong
4. Bala
5. Tarde (Homage To Luis Vieira)
6. Hammer
7. Aguidavi
8. From The Belly
9. T Rex Constitution
10. Love Son
11. Under The Influence
12. Menina Interlude

płyta do nabycia na multikulti.com

piątek, 11 sierpnia 2017

Agustí Fernández / Artur Majewski / Rafał Mazur "Spontaneous Soundscapes" Not Two 2017, MW9572

Agustí Fernández / Artur Majewski / Rafał Mazur "Spontaneous Soundscapes" Not Two 2017, MW9572
W przypadku tej płyty w tytule właściwie zawiera się wszystko: Spontaneous Soundscapes czyli spontaniczne dźwiękowe krajobrazy. To właściwie najkrótszy i najlepszy opis tej płyty z jakim można by się spotkać. Ten będący zapisem koncertu w krakowskim klubie Alchemia album przynosi taką właśnie, ad hoc stworzoną muzykę. Tchnącą daleką, otwartą przestrzenią i tę przestrzeń swoją otwartością zagarniającą w sposób wprost niezwykły. Słuchając tego albumu po raz kolejny starałem się śledzić poczynania poszczególnych instrumentalistów - Rafał Mazur wydaje się być zamknięty w swoim własnym świecie dźwięków i brzmień, a Fernandez i Majewski wydają się z kolei stawiać raczej na interakcję, ale nie taka rozumiana w duchu poczynań choćby Hana Benninka, gdy każdemu dźwiękowi czy akordowi natychmiast musi być przeciwstawiona całą kaskada dźwięków. Tu energia i interakcja nie polega na nagłości i głośności dźwięków, natychmiastowości odpowiedzi, ale na budowaniu współbrzmienia i - jednak - harmonii. Gdy dołoży się do tego indywidualny, dźwiękowy świat Rafała Mazura efektem jest właśnie "soundscape" o niezwykłej sile wyrazu i przyciągania. Trzeba się z tą płytą zapoznać, koniecznie!
autor: Marek Zając

Agustí Fernández: pianoArtur Majewski: cornet & echo
Rafał Mazur: acoustic bass guitar

1. Soundscape 1 (9:08)
2. Soundscape 2 (6:41)
3. Soundscape 3 (17:03)
4. Soundscape 4 (6:49)
5. Soundscape 5 (11:14)

płyta do nabycia na multikulti.com

czwartek, 10 sierpnia 2017

Nova Express Quintet "John Zorn: Andras: The Book Of Angels, volume 28" Tzadik 2016, TZ8343

Nova Express Quintet "John Zorn: Andras: The Book Of Angels, volume 28" Tzadik 2016, TZ8343

ANDRAS jest wielkim markizem piekła, rozporządza 30 legionami duchów. Zajmuje się wzniecaniem kłótni. Wezwany ukazuje się pod postacią anioła z głową puchacza, ujeżdża silnego i czarnego wilka, a w ręku trzyma ostry, błyszczący miecz. To jego imię nosi XXVIII część Księgi Aniołów Johna Zorna.

Na płycie gwiazdorska obsada, słyszymy niemalże cały skład The Dreamers, czyli Nova Express Quintet: na klawiszach John Medeski, na wibrafonie Kenny Wollesen, na kontrabasie Trevor Dunn, za perkusją Joey Baron i Cyro Baptista na instrumentach perkusyjnych. Rozszerzony o brazylijskiego perkusjonistę skład Nova Express Quartet, znany jest z trzech wyśmienitych płyt: 'Nova Express' z 2011, poświęconej Williamowi Burroughsowi, 'Dreamachines' z 2013, inspirowanej dorobkiem Williama Burroughsa i Briona Gysina i 'On Leaves Of Grass' wyrastającej z fascynacji poezją Walta Whitmana.

Joey Baron (znany ze składów Billa Frisella, Stana Getza, Johna Zorna. Współpracował również z filharmonią w Los Angeles, Tonym Bennettem, Carmen McRae, Laurie Anderson, Johnem Scofieldem, Alem Jarreau, Jimem Hallem, Dizzym Gillespie, Artem Pepperem, Johnem Abercrombie i Timem Berne'em), basista Trevor Dunn (współzałożyciel zespołów Mr. Bungle, Secret Chiefs 3 i Fantomas, współpracował również z Johnem Zornem, Melvins, Jonem Hassellem, Jamie'm Saftem, Benem Goldbergiem), pianista John Medeski (lider amerykańskiej formacji Medeski, Martin & Wood, współpracował również z Iggy'm Popem, Johnem Scofieldem, Markiem Ribotem, DJ Logikiem), wibrafonista Kenny Wollesen (Tom Waits, David Byrne, Crash Test Dummies, Rickie Lee Jones, John Patton, Sean Lennon, Bill Frisell, Norah Jones, John Lurie, Myra Melford, Steven Bernstein) i brazylijczyk Cyro Baptista (Herbie Hancock, Yo-Yo Ma, Trey Anastasio, John Zorn, Wynton Marsalis, Paul Simon, Sting, Laurie Anderson, Derek Bailey, Gato Barbieri, Daniel Barenboim, Kathleen Battle, David Byrne, Dr. John, Brian Eno, Melissa Etheridge, Bobby McFerrin, Robert Palmer, Carlos Santana, Tim Sparks, Michael Tilson Thomas, Cassandra Wilson, The Chieftains).

'Andras: The Book Of Angels Volume 28' przynosi muzykę szalenie rytmiczną, ale też równocześnie melodyjną, mroczną i niepowstrzymaną. Wszystkie kompozycje z 'niebiańskiej' serii The Book Of Angels wyrastają z romantycznej tradycji surf jazzu, będącego fuzją jazzu, rocka, etno, popu, latino i funky. To John Zorn szukający harmonii, składający świat na nowo, a nie tak jak w innych projektach, wypełnionych echem rozpadającego się świata, atakujący słuchacza kaskadą drapieżnych dźwięków. Mnóstwo tu klarownych melodii, wyraźnych tematów, swoistej lekkości. Aranżacyjnie są one dopieszczone po ostatni szczegół. Na płycie nie ma dźwięków pierwszej i drugiej kategorii. Każda nuta jest równie ważna. Bez względu na to czy słyszymy klawiszowe przebieranki Medeskiego, bajkowe brzmienie wibrafonu Kenny'ego Wollesena, kapitalną pracę sekcji rytmicznej Baron/Dunn, czy subtelnych zabiegów perkusjonisty Cyro Baptisty. Tak się dzieje, gdy w studio zgromadzeni są równorzędni muzycy, którzy grają ze sobą od lat.

Tym albumem John Zorn z przyjaciółmi potwierdzili swoje miejsce na jazzowym piedestale. Po genialnych wariacjach Masady, Bar Kokhby, the Dreamers czy Simulacrum mamy do czynienia z kolejną ognistą załogą, sformowaną przez słynnego nowojorczyka. O takich płytach mawia się, że nie są tylko nośnikiem treści, przekaźnikiem słów autora. Stają się bowiem wartością samą w sobie, dziełem sztuki, nie tylko użytkowej. Cała seria 'The Book Of Angels', dzięki wydawnictwu Tzadik, jest też na najwyższym poziomie także pod względem edytorskim. Na jej wyjątkowość składa się projekt (i wykonanie) okładki, gramatura papieru, odpowiednio zaprojektowana, stylizowana czcionka i odpowiednio dobrana ikonografia. Wszystko to sprawia, że cała seria, w swym wnętrzu i zewnętrznej powłoce, w formie oraz treści przenosi słuchacza do świata wyrafinowanej wyobraźni Zorna, gdzie nikt jednak nie zapomina tym, że ich muzykowanie ufundowane jest na niczym nieskrępowanej zabawie.
autor: Krzysztof Szamot

Cyro Baptista: congas, percussionJoey Baron: drums
Trevor Dunn: acoustic and electric bassesJohn Medeski: organ, piano
Kenny Wollesen: vibraphone
1. Meresin 6:02
2. Yofiel 4:24
3. Sabiel 6:04
4. Hemah 2:59
5. Sahiviel 3:44
6. Ramiel 5:11
7. Ithuriel 5:30
8. Kakabel 4:50
9. Huzia 4:57
10. Tatrusia 4:48

płyta do nabycia na multikulti.com

środa, 9 sierpnia 2017

Joe McPhee / Damon Smith / Alvin Fielder "Six Situations" Not Two 2017, MW9542

Joe McPhee / Damon Smith / Alvin Fielder "Six Situations" Not Two 2017, MW9542 
Saksofonista Joe McPhee, kontrabasista Damon Smith, oraz legenda jazzowej perkusji Alvin Fielder. Albo raczej trzech legendarnych muzyków. Znanych jednak i traktowanych z największą estymą tylko przez bardzo wąską grupę odbiorców. Bo nie wahają się być wierni swojej muzycznej wizji, nie rozmieniają jej na drobne i nie sprzedają jej za kasę. I czynią tak od dziesięcioleci. Ale mimo tej zbieżności postaw na tym właśnie albumie można ich usłyszeć wspólnie po raz pierwszy.

Wszystkich trzech łączy wielkie umiłowanie jazzowej tradycji. Tej w duchu późnego Coltrane'a, Ornette'a Colemana i Alberta Aylera. Ale żaden z nich nie udaje Cotrane'a i Ornette'a, Henry'ego Grimsa i Jimmiego Garrisona, czy Sunny'ego Murraya. Każdy z nich konsekwentnie od lat kształtuje swoje indywidualne brzmienie, sound, język narracji i improwizacji. I to właśnie czyni ich muzykę tak niezwykłą.

Od lat jestem fanem poczynań Joe McPhee, ale też mam wrażenie, że jego muzyka z czasem zyskuje tylko na intensywności i nasyceniu emocjami. McPhee nigdy nie był tak bezkompromisowym saksofonistą jak Peter Brotzmann czy Evan Parker. Liryka od samego początku była immanentną częścią jego twórczości i podejścia do improwizacji. I wydaje mi się, że właśnie ten balans pomiędzy awangardą a liryczną tradycją jazzu czynił ją tak niezwykłą. Oczywiście przy zachowaniu maksymalnie twórczej otwartości na nowe muzyczne kierunki i gatunki. Ale ostatnie lata to dla mnie opus magnum twórczości Joe McPhee. I świetnie to słychać na tym albumie także dzięki partnerom. Bo to oni nadają kierunek i pęd muzyce, są energetyczną podbudową poczynań tria. Gdy trzeba zwalnia bieg muzyki właśnie McPhee przydając jej melodyki, oddechu czy balladowej wprost liryczności. Ale też nie zapomina o swoim drapieżnym zadęciu i niepokornej, rozczochranej wrażliwości. Świetne sześć muzycznych spotkań na zupełnie improwizowanym gruncie!
autor: Marek Zając

Joe McPhee: tenor saxophone, voiceDamon Smith: double bass
Alvin Fielder: drums

1. The Diagonal Of Personal Excstasy 19:10
2. Blue Trees In Wind 8:41
3. Alternate Diagonals 4:47
4. Red & Green Alternatives 23:58
5. The Blood Of A Martyr 5:29
6. Greens Crossing Greens 8:48

płyta do nabycia na multikulti.com

wtorek, 8 sierpnia 2017

The SPIKE Orchestra / Sam Eastmond / Nikki Franklin "John Zorn: Cerberus: The Book of Angels, volume 26" Tzadik 2015, TZ8338

The SPIKE Orchestra / Sam Eastmond / Nikki Franklin "John Zorn: Cerberus: The Book of Angels, volume 26" Tzadik 2015, TZ8338
Osiemnasto-osobowa the SPIKE Orchestra Sama Eastmonda i Nikki Franklin to zespół jedyny w swoim rodzaju. Ufundowany został na muzyce jazzowej, rocku, współczesnej klasyce, muzyce do eksperymentalnych filmów animowanych i oczywiście nowej muzyce żydowskiej. Nie dziwi więc fakt, że do swojej stajni zaprosił ich John Zorn. XXVI tom jego wybornej 'The Book of Angels' trafił w ręce dowodzących orkiestrą Sama Eastmonda i Nikki Franklin. I trzeba przyznać, że są to ręce wyjątkowe. Ich aranżacje mają w sobie precyzję nagrań Gila Evansa i Milesa Davisa, rozmach orkiestr Duke'a Ellingtona, dowcip kabaretowych szlagierów Brechta/Weilla i motorykę nowoorleańskich korzeni rhythm & bluesa i jazzu. Wszystko to owocuje wspaniałym, bardzo spójnym, doprawionym wybornie swingiem kreatywnym jazzem.

the SPIKE Orchestra wbija w fotel, trudno nie poddać się ich wyobraźni i energii. Doskonale wyczuwają istotę zornowskich kompozycji, skupionych na złożonościach języka muzyki. Jedni będą rozkoszować się stopniowo odsłaniającymi się detalami, inni podziwiać będą erudycję muzyków, ujawniającą się w biegłości stylistycznych szarad. Jeszcze inni podążać będą za energetycznym rytmem lub zaczerpniętymi wprost z muzyki żydowskiej melodiami, które sprawiają, że bigbandowe granie zyskuje nowe życie.

Cerberus jest dwudziestym czwartym duchem Goecji. Jest najodważniejszym markizem piekła, marszałkiem polnym i generalnym inspektorem wojsk piekielnych. Rozporządza 19 legionami duchów. Obdarza ludzi elokwencją we wszystkich sztukach i naukach. Jeśli tytuł płyty nie jest przypadkowy, to trafia w sedno kompetencji londyńskich muzyków, Sam Eastmond i Nikki Franklin nie tylko obdarzyli elokwencją swoich muzyków, ale także słuchaczy, bo jakże słuchać 'Cerberus: The Book of Angels Volume 26', nie znając 'Sketches Of Spain' Milesa Davisa i Gila Evansa, 'The Black Saint And The Sinner Lady' Charlesa Mingusa czy chociażby 'Diaspora Soul' Stevena Bernsteina.

Prawdziwy klejnot z wydawanej przez Johna Zorna serii 'The Book of Angels'.
autor: Witek Leśniak

Paul Booth: tenor saxophone, clarinet
Erica Clarke: baritone saxophone, bass clarinet
Stewart Curtis: tenor saxophone, clarinet
Sam Eastmond: solo trumpet
Nikki Franklin: voice
Moss Freed: guitar
Ben Greenslade-Stanton: trombone
Mike Guy: accordion
George Hogg: trumpet, flugelhorn
Noel Langley: trumpet, flugelhorn
Sam Leak: piano, keyboards
Chris Nickolls: drums
Dave Powell: tuba
Ashley Slater: trombone
Karen Straw: trumpet, flugelhorn
Mike Wilkins: alto saxophone, clarinet
Otto Willberg: bass
Vasilis Xenopoulos: alto saxophone, flute
1. Gehegial 5:00
2. Hakha 5:09
3. Hananiel 5:09
4. Lahal 5:20
5. Armasa 7:35
6. Thronus 6:47
7. Shinial 4:42
8. Donel 5:48
9. Raguel 4:46
10. Pahadron 6:19

płyta do nabycia na multikulti.com

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Denys Baptiste "The Late Trane" Edition Records 2017, EDN1093

Denys Baptiste "The Late Trane" Edition Records 2017, EDN1093
"The Late Trane" to płyta, którą trzeba smakować!

Wywodzący się z rodziny emigrantów karaibskich zamieszkałych w Londynie, saksofonista Denys Baptiste jest już muzykiem utytułowanym, ze sporym doświadczeniem. Niebywale precyzyjny w swych improwizacjach, jako autor nowoczesnych, wewnętrznie złożonych tematów klasą przypomina Branforda Marsalisa. Poziom iście mistrzowski!
Wypowiedzi prasy ("Denys podbija Europę jak burza, stając się ikoną brytyjskiego jazzu" - Time Magazine) są bez cienia przesady. Bywa porównywany do Sonny'ego Rollinsa, Wayne'a Shortera czy Branforda Marsalisa.

Wydał właśnie album, pod wiele mówiącym tytułem "The Late Trane". Wczesne kompozycje Johna Coltrane'a stały się standardami jazzowymi - 'Blue Train', 'Giant Steps', 'Naima', 'Moment's Notice' ... Inaczej stało się jednak z jego późniejszymi pracami. Brytyjski saksofonista Denys Baptiste próbuje skorygować tę nierównowagę, sięgając do ośmiu kompozycji z ostatnich lat Coltrane'a. Każdy fan jazzu wie, że to właśnie ostatni okres Trane'a należy do tych kilku nielicznych, prawdziwie rewolucyjnych w historii gatunku, o których można powiedzieć, że były momentami przełomowymi. Można użyć tu określenia „międzyepoka”. Mamy bowiem do czynienia z twórcą wybiegającym w przyszłość, który wprowadził do swojej sztuki, a tym samym do sztuki w ogóle, cechy nowe. Twórcą-wynalazcą, twórcą-wizjonerem.

Kwartet Baptiste'a, w niektórych utworach rozrastający się do sextetu gra utwory Trane'a w sposób bardzo głęboki i emocjonalny, skutecznie wymykający się tej cukierkowej estetyce, do której przyzwyczaili nas powołujący się na jego dziedzictwo konwencjonalni saksofoniści. Tam gdzie John Coltrane wyprowadzał jazz modalny w przestrzeń kosmiczną, Brytyjczycy skupiają się na rdzeniu każdego z tematów, snując na jego bazie ekscytujące wariacje. Tak na przykład monumentalny, free-bopowy 'Transition' staje się emocjonalną, ambientową balladą, a free-jazzowe 'Ascent' i 'Vigil' nabierają mocy przestrzennego space jazzu. W tym zespole nikt nie stara się górować nad pozostałymi, wszyscy grają w sposób zrównoważony, spontaniczny i nasycony. Tracklistę uzupełniają dwie kompozycje lidera - 'Neptune' i 'Astral Trane' - przepełnione transcendentną energią.

Znakomita płyta Denysa Baptiste'a dowodzi, że potęga, czar i myśl Coltrane'a są nieprzemijające. Trane wciąż stanowi punkt odniesienia dla nowych pokoleń. Gdy kryteria popularności i jakości rozchodzą się coraz bardziej, kompozycje Coltrane'a, także za sprawą Baptiste'a brzmią coraz lepiej.
autor: Krzysztof Szamot

Denys Baptiste: tenor and soprano saxophonesNikki Yeoh: piano, keyboards
Neil Charles: bass
Rod Youngs: drums

special guests
:
Gary Crosby: bass
Steve Williamson: tenor saxophone
1. Dusk Dawn 5.44
2. Living Space 6.33
3. Ascent 6.15
4. Peace on Earth 5.46
5. Transition 8.40
6. Neptune 3.08
7. Vigil 8.56
8. Astral Trane 4.44
9. After the Rain 7.51
10. Dear Lord 2.58

płyta do nabycia na multikulti.com